Trzy razy zaczynałam od zera. O kulisach nieuczciwej konkurencji w rekrutacji międzynarodowej
Kim Fernandez
- 3 listopada, 2025
- 5 min read
- 3733 Views
Mam na imię Kim Fernandez, pochodzę z Filipin, jednak od 10 lat mieszkam w ZEA. Pracuję rekruterką w Worksol Group w naszym biurze w Dubaju i na co dzień zajmuję się rekrutacją pracowników z Filipin do Polski. To praca, która daje ogromną satysfakcję – widzę, jak ludzie zmieniają swoje życie na lepsze, jak z nadzieją pakują walizki i zaczynają nowy rozdział. Ale, jak pewnie wielu z Was wie, ta branża to nie tylko sukcesy. To też wyzwania, o których rzadko mówi się głośno: biurokratyczne przeszkody, kulturowe różnice, presja czasu i… nieuczciwa konkurencja w sieci.
Worksol Group działa w 100% legalnie – mamy biuro w Dubaju, wszystkie wymagane licencje w Polsce i na Filipinach, transparentne procedury, umowy po angielsku i filipińsku, wsparcie wizowe od A do Z. Nie obiecujemy gruszek na wierzbie, tylko realną, stabilną pracę w polskich fabrykach i zakładach produkcyjnych. Mimo to, trzykrotnie zablokowano moje konto na TikToku, które budowałam od zera i które za każdym razem osiągało kilkadziesiąt tysięcy obserwujących.

TikTok stał się dla mnie czymś więcej niż narzędziem marketingowym. To była prawdziwa pasja. Codziennie – w pracy, po pracy, w weekendy – nagrywałam filmiki. Pokazywałam Filipińczykom, jak naprawdę wygląda życie w Polsce: zimowe spacery po Wrocławiu, zakupy w Biedronce, pierwsze śniegi (dla wielu z nich to był szok!), polskie jedzenie – pierogi, bigos, schabowy. Jeździłam do Polski kilka razy w roku, zabierałam telefon i kręciłam materiały na żywo: wizyta w naszych biurach w Warszawie, Wrocławiu i Kępnie, proces podpisywania umowy krok po kroku, wywiady z naszymi pracownikami, którzy już od 2–3 lat pracują w Polsce. Pamiętam jedną dziewczynę, Maryjoy – opowiadała, jak dzięki pracy u nas kupiła dom rodzicom na Filipinach i wysyła dzieci do lepszej szkoły. Takie historie trafiały do serc tysięcy osób.
Mój mąż żartował, że mój TikTok ma więcej uwagi niż on sam – i miał rację. Konto rosło organicznie, bo treści były autentyczne: odpowiadałam na pytania w komentarzach, robiłam Q&A na żywo, tłumaczyłam, jak wygląda proces wizowy, jakie są realne zarobki, jakie warunki mieszkaniowe zapewniamy. To nie były suche reklamy – to była edukacja i budowanie zaufania.
A potem, pewnego ranka, obudziłam się i poczułam, jakby ktoś wylał na mnie wiadro lodowatej wody. Konto zniknęło. Bez ostrzeżenia, bez wyjaśnienia. Apelacje do TikToka nie pomagały – standardowe odpowiedzi, zero konkretów. Straciłam wszystkie filmy, komentarze, wiadomości prywatne od kandydatów. Najgorsze było to, że nie miałam backupu większości materiałów. Musiałam zaczynać od zera. Płakałam wtedy – nie tylko nad straconym czasem, ale nad tym, że setki osób straciły źródło rzetelnych informacji.
To była cenna lekcja: od tamtej pory wszystko zapisuję, kopiuję, archiwizuję. I dobrze, bo pół roku później dostałam drugiego bana. A potem trzeciego. Za każdym razem to samo – konto znika, zasięgi przepadają, kandydaci piszą z pytaniem „co się stało?”. Teraz podchodzę do tego bardziej filozoficznie. To doświadczenie życiowe, które nauczyło mnie odporności. Ale na początku… bolało. Bardzo.
Z mojej perspektywy te blokady nie były przypadkowe. W branży rekrutacyjnej międzynarodowej coraz częściej spotykamy się z nieuczciwą konkurencją – agencje, które działają na granicy prawa (albo poza nią), masowo zgłaszają konta legalnych firm. Robią to, by zmniejszyć naszą widoczność, podważyć wiarygodność, skierować kandydatów do siebie. Widziałam to nie tylko u siebie – inni rekruterzy z Polski i z Filipin opowiadają podobne historie. To nie jest walka fair – to próba wyeliminowania tych, którzy grają według zasad. A najbardziej tracą na tym kandydaci, którzy zamiast rzetelnej informacji trafiają na fałszywe obietnice.

Mimo wszystko nie poddałam się. Największą motywacją są dla mnie ludzie. Pamiętam pana Joela, który przez moje filmy zdecydował się aplikować – dziś ma stałą umowę, rodzinę przy sobie i mówi, że Polska stała się jego drugim domem. Albo grupę dziewczyn z Cebu, które dzięki moim materiałom uniknęły oszustów i bezpiecznie przyjechały do pracy. Ich wiadomości – „Dziękuję, siostro, zmieniłaś moje życie” – to jest to, co trzyma mnie przy tej pracy. Ich rekomendacje, polecenia znajomym, zaufanie – to bezcenne.
Dzisiejsza rzeczywistość wymaga elastyczności. Dlatego zawsze powtarzam innym rekruterom (i sama się tego trzymam): nie stawiajcie wszystkiego na jedną kartę. TikTok jest świetny na krótkie, angażujące treści, ale co jeśli zniknie? Budujcie też na Facebooku (grupy filipińskie są ogromne), Instagramie (reelki działają podobnie), LinkedIn (bardziej profesjonalne treści), a nawet na YouTube czy WhatsAppie. Dywersyfikacja to nie opcja – to konieczność. Twórzcie treści na kilku platformach równolegle, zapisujcie wszystko, budujcie listy mailingowe, grupy prywatne. Bo w tej branży jutro może być zupełnie inne niż dziś.
This is me (Kim Fernandez) having interview with Nurul Fitri visiting Worksol Kępno office (headquarters), Poland, 2024
Rekrutacja międzynarodowa powinna opierać się na trzech filarach: uczciwości, legalności i realnej pomocy ludziom. Dokładnie tak działa Worksol Group. Nawet jeśli ktoś próbuje nas zatrzymać – zgłaszając konta, rozsiewając plotki – my po prostu wstajemy i idziemy dalej. Silniejsi, mądrzejsi, bardziej świadomi.
Jeśli jesteś rekruterem lub kandydatem z Filipin i czytasz te słowa – daj znać w komentarzu. Podzielmy się doświadczeniami. Bo razem jesteśmy silniejsi. ????












