Polskie firmy szukają pracowników coraz dalej. Nowy kierunek może zaskakiwać
Polski rynek pracy coraz wyraźniej pokazuje, że problem niedoboru pracowników nie kończy się na jednym sektorze ani jednym regionie. Firmy poszukują kierowców, spawaczy, monterów, pracowników magazynowych, produkcyjnych i budowlanych, a jednocześnie coraz trudniej jest opierać większe projekty rekrutacyjne na jednym zagranicznym rynku.
Do tego dochodzi jeszcze jeden problem: nawet znalezienie odpowiedniego kandydata nie oznacza dziś, że pracownik faktycznie dotrze do Polski. Rosnąca liczba odmów wizowych sprawia, że przedsiębiorstwa i agencje zatrudnienia zaczynają rozszerzać rekrutację na kolejne państwa.
Nie chodzi już wyłącznie o Ukrainę, Azję czy Kolumbię. Coraz większego znaczenia zaczynają nabierać także inne kraje Ameryki Łacińskiej i Środkowej.
Firmy nadal potrzebują ludzi, mimo że gospodarka zwalnia
Dobrym punktem odniesienia są dane Worksol Group za pierwsze półrocze 2026 roku.
W tym czasie do firmy wpłynęło 278 rzeczywistych zgłoszeń i zapytań dotyczących pracowników. W pierwszym kwartale było ich 127, a w drugim już 151. Oznacza to wzrost o 18,9 proc.
Szczególnie mocno wyróżnił się czerwiec. Liczba zapytań wzrosła wtedy do 63, czyli była o 40 proc. wyższa niż miesiąc wcześniej.
Nie oznacza to 278 pojedynczych wakatów. Jedno zapytanie mogło dotyczyć jednej osoby, ale również całej grupy potrzebnej do uruchomienia projektu.
Wśród zgłoszeń pojawiały się m.in. duże projekty obejmujące spawaczy i monterów, kilkudziesięciu kierowców C+E, pracowników magazynowych czy całe zespoły budowlane.
Najczęściej poszukiwaną pojedynczą grupą zawodową byli kierowcy – łącznie 49 zgłoszeń. Dalej znaleźli się spawacze i monterzy – po 22, a następnie pracownicy magazynowi i logistyka – 21.
Więcej szczegółów znajduje się w raporcie Worksol Group za I półrocze 2026 roku.

Dane te nie opisują całego polskiego rynku pracy, ale dobrze pokazują jeden istotny trend: firmy nadal potrzebują ludzi, a w wielu przypadkach skala zapotrzebowania jest większa niż możliwości lokalnego rynku.
Rekrutacja zagraniczna miała rozwiązywać problem. Teraz sama stała się mniej przewidywalna
Przez lata naturalną odpowiedzią na brak pracowników było rozszerzanie rekrutacji poza Polskę.
Najpierw dominowała Ukraina i inne państwa Europy Wschodniej. Później bardzo mocno wzrosło znaczenie kandydatów z Azji. W ostatnich latach coraz więcej polskich przedsiębiorstw zaczęło sięgać również po pracowników z Ameryki Łacińskiej.
Problem w tym, że obecnie samo znalezienie kandydata nie daje gwarancji sukcesu.
Z danych Worksol Group dotyczących zakończonych postępowań wizowych do 31 sierpnia 2026 roku wynika, że spośród 484 zakończonych spraw pozytywną decyzją zakończyły się tylko 82. W 402 przypadkach wydano odmowę.

Oznacza to skuteczność na poziomie 16,9 proc.
Jeszcze trudniejsza sytuacja dotyczyła pracowników produkcyjnych bez formalnie wyodrębnionej specjalizacji. W tej grupie pozytywnie zakończyło się 54 z 385 spraw, czyli 14 proc.
Wśród pracowników wykwalifikowanych skuteczność była wyższa i wyniosła 28,3 proc.
Pełna analiza znajduje się w materiale „Wizy pracownicze w Polsce 2026 – odmowy i skuteczność postępowań”.
To dane jednej organizacji, nie oficjalna statystyka całego systemu wizowego. Pokazują jednak skalę ryzyka, które musi brać pod uwagę pracodawca planujący większy projekt rekrutacyjny.
Jeden konsulat może zdecydować o powodzeniu całego projektu
Jeszcze bardziej widoczne są różnice pomiędzy poszczególnymi placówkami.
W analizowanej próbie w Abu Zabi wszystkie 22 zakończone postępowania zakończyły się odmową.
Z kolei w Tokio sytuacja wyglądała zupełnie inaczej w zależności od grupy zawodowej. Wśród pracowników wykwalifikowanych wydano 6 wiz na 9 zakończonych spraw. W grupie 50 pracowników produkcyjnych nie wydano ani jednej.

To pokazuje, że duży projekt oparty wyłącznie na jednym kraju może zostać zatrzymany przez czynnik, na który pracodawca nie ma bezpośredniego wpływu.
Firma może mieć:
- zamówienie,
- stanowiska,
- wynagrodzenie,
- zakwaterowanie,
- wybranych kandydatów,
a mimo to nie otrzymać pełnej obsady.
Właśnie dlatego coraz ważniejsza staje się dywersyfikacja.
Pracodawcy zaczynają patrzeć poza dotychczasowe kierunki
Jeszcze kilka lat temu wiele projektów rekrutacyjnych można było oprzeć na jednej lub dwóch narodowościach.
Dzisiaj coraz częściej okazuje się to ryzykowne.
Jeżeli firma potrzebuje 100 pracowników i całą grupę rekrutuje w jednym kraju, każdy problem administracyjny może uderzyć w cały harmonogram.
Dlatego coraz bardziej racjonalny staje się model, w którym źródła kandydatów są rozproszone.
Przykładowo część osób można pozyskać:
- lokalnie w Polsce,
- spośród cudzoziemców już legalnie przebywających w kraju,
- w Azji,
- w Europie Wschodniej,
- w kilku państwach Ameryki Łacińskiej.
To nie tylko zwiększa liczbę dostępnych kandydatów.
Przede wszystkim ogranicza zależność od jednego rynku.
I właśnie tutaj pojawia się nowy kierunek

Jednym z państw, które zaczynają pojawiać się na rekrutacyjnej mapie polskich firm, jest Gwatemala.
To kierunek znacznie mniej oczywisty niż Filipiny, Indie czy Kolumbia, ale coraz bardziej interesujący dla przedsiębiorstw poszukujących nowych źródeł kandydatów.
Gwatemala posiada duży rynek pracy oraz doświadczenie w sektorach takich jak:
- produkcja,
- przetwórstwo spożywcze,
- rolnictwo,
- budownictwo,
- logistyka
- i usługi.
Daje to możliwość prowadzenia rekrutacji zarówno do prostszych procesów produkcyjnych i magazynowych, jak i – po odpowiedniej weryfikacji – do stanowisk technicznych.
Na rynku pojawiają się już projekty obejmujące pracowników z Gwatemali, szczególnie jako część szerszych rekrutacji prowadzonych w Ameryce Łacińskiej.
Nie chodzi jednak o to, że Gwatemala ma zastąpić Kolumbię, Ukrainę czy kraje azjatyckie.
Ma raczej stać się kolejnym elementem większego systemu.

Gwatemala nie jest sposobem na ominięcie formalności
Wokół nowych kierunków rekrutacyjnych łatwo tworzyć uproszczone narracje.
Jedną z nich mogłoby być założenie, że pracownicy z państwa objętego ruchem bezwizowym mogą po prostu przyjechać do Polski i rozpocząć pracę.
Tak to nie działa.
Ruch bezwizowy dotyczy krótkiego pobytu i nie zastępuje legalizacji zatrudnienia.
Jeżeli cudzoziemiec ma przyjechać do Polski w celu długoterminowej pracy, konieczne jest właściwe przygotowanie procesu, uzyskanie odpowiedniej podstawy zatrudnienia oraz – w zależności od sytuacji – przejście procedury wizowej.
Gwatemala nie jest więc „furtką” do polskiego rynku pracy.
Jej znaczenie polega na czymś zupełnie innym: daje przedsiębiorstwom dostęp do kolejnej grupy kandydatów.
Worksol nie zaczyna od zera
Gwatemala pojawia się również w projektach Worksol Group, ale wpisuje się w znacznie szerszą strategię rekrutacyjną firmy. Worksol od kilku lat rozwija kierunek latynoamerykański, szczególnie poprzez rekrutację w Kolumbii i innych państwach regionu.
W praktyce oznacza to, że nowy kierunek nie jest budowany jako osobna, odizolowana operacja, lecz jako uzupełnienie istniejącego systemu rekrutacji w Ameryce Łacińskiej.
Ma to szczególne znaczenie przy dużych projektach.
Firma potrzebująca 80 czy 100 pracowników nie musi bowiem szukać całej grupy w jednym kraju. Może część zespołu pozyskać z Kolumbii, część z Gwatemali, a część z innych rynków. Takie podejście staje się coraz bardziej racjonalne w warunkach niepewności wizowej.
Nowym standardem może być rekrutacja wielokierunkowa
Jeszcze niedawno pracodawca pytał:
Z jakiego kraju najlepiej sprowadzić pracowników?
Dzisiaj coraz częściej lepsze pytanie brzmi:
Z ilu krajów powinniśmy prowadzić rekrutację równocześnie?
To zasadnicza zmiana.
W przypadku dużych projektów nie chodzi już tylko o znalezienie jednego najlepszego rynku. Liczy się odporność całego procesu. Jeżeli w jednym kraju pojawia się problem z procedurami, inne źródła nadal mogą działać. Jeżeli w jednym państwie brakuje odpowiedniej liczby kandydatów, projekt można uzupełnić drugim rynkiem. Jeżeli konkretna grupa zawodowa jest trudno dostępna w jednym regionie, można szukać jej gdzie indziej. W takim modelu Gwatemala nie jest konkurencją dla innych kierunków. Jest kolejną warstwą dywersyfikacji.
Niedobór pracowników i restrykcyjne procedury zaczynają się ze sobą zderzać
Sytuacja polskich przedsiębiorstw robi się więc coraz bardziej paradoksalna. Z jednej strony firmy zgłaszają realne braki kadrowe.
Dane Worksol z pierwszej połowy 2026 roku pokazują rosnącą liczbę zapytań oraz silne zapotrzebowanie m.in. na kierowców, spawaczy, monterów i pracowników magazynowych.
Z drugiej strony legalne sprowadzenie cudzoziemca staje się coraz trudniejsze i mniej przewidywalne. To nie oznacza, że należy obniżać wymagania wizowe albo rezygnować z kontroli. Państwo powinno weryfikować osoby przyjeżdżające do Polski i eliminować przypadki nadużyć. Problem pojawia się wtedy, kiedy przedsiębiorstwo nie jest w stanie oszacować ryzyka projektu.
Jeżeli firma planuje uruchomienie nowej zmiany za pół roku, potrzebuje wiedzieć, czy jest realna szansa na zbudowanie odpowiedniej obsady. Bez takiej przewidywalności trudno podejmować decyzje inwestycyjne.
Nowy kierunek jest raczej symptomem niż rozwiązaniem całego problemu
Pojawienie się Gwatemali na mapie polskich rekrutacji nie oznacza więc, że właśnie znaleziono nowe uniwersalne źródło pracowników. Znaczenie tego kraju jest bardziej symboliczne. Pokazuje, jak szybko rozszerza się geografia polskiego rynku zatrudnienia.
Jeszcze niedawno głównym punktem odniesienia była Ukraina. Później silnie wzrosła Azja. Następnie Kolumbia. Teraz przedsiębiorstwa zaczynają analizować kolejne kraje Ameryki Łacińskiej i Środkowej.
Nie dlatego, że jeden z tych regionów jest jednoznacznie lepszy od pozostałych.
Powód jest bardziej praktyczny:
duży projekt rekrutacyjny coraz trudniej bezpiecznie oprzeć na jednym źródle kandydatów.
Jeżeli trend się utrzyma, przyszłość międzynarodowej rekrutacji w Polsce może należeć nie do jednego dominującego kraju, lecz do modelu, w którym przedsiębiorstwa budują zespoły równolegle z kilku regionów świata.












