Po ponad miesiącu od zmiany przepisów pracodawcy odczuwają skutki. Kolumbijczycy nie mogą już podejmować pracy w Polsce na dotychczasowych zasadach
22 sierpnia 2026 roku zmieniły się zasady wykonywania pracy w Polsce przez obywateli Kolumbii, Gruzji i Wenezueli. Nowe regulacje nie zakazują ich zatrudniania, ale wyeliminowały możliwość rozpoczynania pracy na podstawie zezwolenia na pracę podczas pobytu w ramach ruchu bezwizowego. Po ponad miesiącu od wejścia przepisów w życie pierwsze skutki są już widoczne po stronie przedsiębiorstw. Według danych własnych Worksol Group firmy nadal intensywnie poszukują pracowników, ale jeden z dotychczas ważnych i stosunkowo szybkich kierunków rekrutacji stał się znacznie trudniejszy do wykorzystania.
Podstawą zmiany jest rozporządzenie Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej z 31 lipca 2026 roku, opublikowane w Dzienniku Ustaw pod pozycją 1072. Od 22 sierpnia obywatele Kolumbii, Gruzji i Wenezueli nie mogą wykonywać pracy w Polsce na podstawie zezwolenia na pracę, jeżeli podstawą ich pobytu jest ruch bezwizowy. Aby podjąć nową pracę, muszą posiadać odpowiedni inny tytuł pobytowy uprawniający do jej wykonywania.
Przepisy zawierają regulację przejściową. Osoby, które jeszcze przed 22 sierpnia rozpoczęły legalną pracę podczas pobytu bezwizowego na podstawie ważnego zezwolenia, mogą ją kontynuować do końca tego okresu pobytu. Zmiana uderza więc przede wszystkim w nowe rekrutacje i kandydatów, którzy dopiero mieliby przyjechać do Polski.
Co właściwie zmieniło się w praktyce?
Do 21 sierpnia obywatel Kolumbii, Gruzji lub Wenezueli mógł – przy spełnieniu pozostałych wymogów dotyczących legalnej pracy – przyjechać do Polski w ramach ruchu bezwizowego i rozpocząć zatrudnienie na podstawie odpowiedniego dokumentu uprawniającego do pracy.
Od 22 sierpnia sam legalny pobyt bezwizowy nie wystarcza już do rozpoczęcia nowej pracy na takich zasadach.
To ważne rozróżnienie: przepisy nie zamknęły możliwości zatrudniania obywateli tych państw. Przeniosły jednak ciężar procesu na bardziej czasochłonną ścieżkę uzyskania odpowiedniego tytułu pobytowego, w praktyce najczęściej związaną z procedurą wizową lub inną podstawą pobytu pozwalającą na pracę. Publiczne służby zatrudnienia wyraźnie wskazują, że ruch bezwizowy nie może już być dla tej grupy samodzielną podstawą rozpoczęcia zatrudnienia.
Na papierze może wyglądać to jak zmiana techniczna. Dla przedsiębiorstwa potrzebującego kilkunastu czy kilkudziesięciu osób „na już” różnica jest jednak zasadnicza.
Kolumbia była jednym z kierunków, które pozwalały szybko reagować na niedobory
W ostatnich latach polski rynek pracy zmienił strukturę rekrutacji zagranicznej. Pracownicy z Ukrainy nadal odgrywają bardzo dużą rolę, ale firmy poszukujące dodatkowych zasobów kadrowych zaczęły równolegle otwierać nowe kierunki.
Jednym z nich stała się Kolumbia.
W doświadczeniach Worksol Group pracownicy z tego kraju byli zatrudniani legalnie m.in. na potrzeby zakładów produkcyjnych, przemysłu, logistyki i innych przedsiębiorstw mających trudności z uzupełnieniem zespołów lokalnie.
Z punktu widzenia pracodawcy szczególnie ważna była możliwość stosunkowo szybkiego uruchomienia legalnego procesu. Kandydat posiadający odpowiednie dokumenty nie musiał zawsze czekać za granicą na zakończenie pełnej procedury wizowej przed samym przyjazdem.
Po 22 sierpnia ten mechanizm w przypadku nowych pracowników z Kolumbii przestał funkcjonować.
Firmy pytają o pracowników kilka razy dziennie
Zmiana nastąpiła w momencie, w którym zapotrzebowanie przedsiębiorstw nie zniknęło.
Według danych wewnętrznych Worksol Group pracodawcy kontaktują się obecnie z firmą kilka razy dziennie, pytając o możliwość znalezienia pracowników do konkretnych projektów.
Wśród aktualnych kontrahentów Worksol zapotrzebowanie „na już” wynosi około 50 osób. Chodzi o realne stanowiska, które przedsiębiorstwa chciałyby obsadzić możliwie szybko.
Problem nie polega więc na braku zapotrzebowania.
Problemem stała się dostępność kanału, którym można do przedsiębiorstwa dostarczyć pracownika w terminie zgodnym z potrzebami produkcji.
Jeszcze niedawno jednym z takich kierunków była Kolumbia.
Dziś kandydat rozpoczynający proces od początku musi liczyć się z procedurą, która zamiast tygodni może oznaczać oczekiwanie liczone w miesiącach.
Wiza stała się wąskim gardłem
Szczególnie duże znaczenie ma to w połączeniu z rezultatami postępowań wizowych obserwowanymi przez Worksol Group.
Z danych organizacji obejmujących sprawy zakończone do 31 sierpnia 2026 roku wynika, że spośród 484 zakończonych postępowań wizowych dotyczących kandydatów do pracy w Polsce wydano 82 wizy, a w 402 przypadkach zapadła decyzja odmowna.
Oznacza to skuteczność na poziomie 16,9 proc.
Dla pracowników produkcyjnych bez formalnie wyodrębnionej specjalizacji było to zaledwie 14 proc. – 54 pozytywne decyzje w 385 zakończonych postępowaniach. W przypadku pracowników wykwalifikowanych rezultat był wyższy, ale nadal wynosił tylko 28,3 proc. – 28 wiz na 99 zakończonych spraw.
Są to dane własne Worksol Group, a nie ogólnopolska statystyka MSZ, dlatego nie należy przenosić tych proporcji automatycznie na cały system wizowy. Pokazują jednak ryzyko, z którym spotyka się przedsiębiorstwo planujące dziś rekrutację zagraniczną.
Jeżeli kandydat musi przejść ścieżkę wizową, a rezultat postępowania jest trudny do przewidzenia, pracodawca nie może traktować zagranicznej rekrutacji jako pewnego źródła obsady.
To szczególnie trudne dla produkcji i zawodów operacyjnych
Problem jest najbardziej widoczny tam, gdzie przedsiębiorstwo potrzebuje większej liczby osób w określonym terminie.
Zakład produkcyjny nie może zawsze czekać kilka miesięcy. Linia produkcyjna, magazyn, projekt budowlany czy nowe zamówienie mają konkretny harmonogram.
Jeżeli w lokalnym otoczeniu nie ma kandydatów, przedsiębiorstwo ma kilka możliwości: zwiększyć wynagrodzenia i próbować przejąć pracowników konkurencji, ograniczyć produkcję, przesunąć realizację projektu albo szukać kandydatów za granicą.
Ten ostatni mechanizm działa jednak tylko wtedy, gdy legalna ścieżka zatrudnienia jest przewidywalna czasowo.
Zmiana dotycząca Kolumbii nie oznacza, że Kolumbijczyków nie będzie już można zatrudniać. Oznacza natomiast, że pracodawca, który wcześniej mógł planować ich pojawienie się w relatywnie krótkim czasie, musi dziś uwzględnić znacznie dłuższy i bardziej niepewny proces.
Po pracownikach z Ukrainy to właśnie kolejne kierunki miały wypełniać część luki
Przez ostatnie lata ogromną część zapotrzebowania na zagranicznych pracowników zaspokajali obywatele Ukrainy.
Z czasem przedsiębiorstwa zaczęły jednak szukać alternatywnych źródeł kandydatów – nie zamiast Ukraińców, lecz obok nich.
W danych Worksol Group z pierwszego półrocza 2026 roku Kolumbia była drugim najczęściej pojawiającym się konkretnym zagranicznym kierunkiem rekrutacji po Filipinach. W analizowanych zapytaniach pracodawców pojawiła się 14 razy.
To niewielka próba w porównaniu z całym polskim rynkiem pracy, ale dobrze pokazuje kierunek zmian.
Firmy zaczęły budować bardziej zróżnicowane źródła kandydatów: Filipiny, Kolumbia, Indie, kraje Azji Centralnej czy inne państwa Ameryki Łacińskiej.
Ograniczenie jednego z tych kanałów ma więc znaczenie nie tylko dla samych obywateli Kolumbii. Zmniejsza liczbę dostępnych alternatyw dla przedsiębiorstwa, które już wcześniej nie było w stanie znaleźć pracowników lokalnie.
Pracodawca nie może czekać tyle, ile trwa procedura
To właśnie czas może być najważniejszym gospodarczym skutkiem nowych przepisów.
Z punktu widzenia administracji kilka dodatkowych miesięcy procedury jest okresem oczekiwania na dokument.
Z perspektywy przedsiębiorstwa może to być jednak kilka miesięcy nieobsadzonego stanowiska.
Jeżeli firma potrzebuje spawacza, operatora maszyny, pracownika produkcji czy magazynu w październiku, możliwość jego przyjazdu dopiero kilka miesięcy później może nie rozwiązywać żadnego problemu.
W międzyczasie zamówienie trzeba wykonać, zmianę trzeba obsadzić, a istniejący personel może pracować w nadgodzinach.
To szczególnie ważne w przypadku projektów terminowych, produkcji sezonowej i przedsiębiorstw, które otrzymują nowe kontrakty wymagające szybkiego zwiększenia zatrudnienia.
Zmiana przepisów zbiegła się z wysokim zapotrzebowaniem
Dane Worksol Group z pierwszego półrocza pokazywały już wcześniej rosnącą liczbę kontaktów przedsiębiorców.
W pierwszym kwartale firma odnotowała 127 zgłoszeń dotyczących potrzeb kadrowych, a w drugim 151. Oznaczało to wzrost o 18,9 proc.
Największa liczba przypadła na czerwiec – 63 zgłoszenia.
Kierowcy C+E, spawacze, monterzy, pracownicy magazynów, budownictwa i produkcji należeli do grup szczególnie mocno obecnych w bazie.
Zmiana prawna z sierpnia nastąpiła więc nie w okresie zaniku potrzeb rekrutacyjnych, ale w momencie, w którym przedsiębiorstwa nadal intensywnie poszukiwały konkretnych kompetencji.
Same regulacje nie odpowiadają na pytanie, skąd firmy mają brać ludzi
Z punktu widzenia państwa ograniczenie możliwości pracy w ruchu bezwizowym może być elementem szerszego modelu kontroli migracji.
Z perspektywy przedsiębiorstw pojawia się jednak odrębne pytanie: co ma zastąpić kanał, który został ograniczony?
Jeżeli odpowiedzią jest procedura wizowa, jej dostępność i przewidywalność stają się kluczowe.
Jeżeli skuteczność postępowań obserwowana przez przedsiębiorstwa jest bardzo niska, samo formalne pozostawienie możliwości ubiegania się o wizę nie oznacza jeszcze, że kanał rekrutacyjny działa efektywnie.
Z drugiej strony nowe przepisy nie oznaczają całkowitego zamknięcia rynku dla obywateli trzech państw. Oficjalne informacje publicznych służb zatrudnienia jednoznacznie wskazują, że obywatele Kolumbii, Gruzji i Wenezueli nadal mogą legalnie pracować w Polsce, jeżeli posiadają odpowiednią podstawę pobytową oraz wymagany dokument legalizujący pracę.
Spór dotyczy więc nie samego istnienia możliwości prawnej, lecz tego, jak dostępna, szybka i przewidywalna będzie ona w praktyce.
Po ponad miesiącu problem dopiero zaczyna być widoczny
Zmiana obowiązuje od 22 sierpnia, więc na pełną ocenę jej wpływu na rynek pracy jest jeszcze za wcześnie.
Po ponad miesiącu w danych operacyjnych Worksol widać jednak pierwszą konsekwencję: przedsiębiorcy nadal intensywnie pytają o pracowników, podczas gdy możliwość szybkiego uruchomienia nowych rekrutacji z Kolumbii została ograniczona.
Firmy, które jeszcze niedawno traktowały ten kraj jako jedno z możliwych źródeł kandydatów, muszą dziś planować rekrutację w znacznie dłuższym horyzoncie albo przenosić zainteresowanie na inne rynki.
To może prowadzić do dalszej dywersyfikacji – w stronę Azji, innych państw Ameryki Łacińskiej czy rynków, dla których dostępna ścieżka legalizacyjna będzie bardziej przewidywalna.
Nie zmienia to jednak podstawowego problemu.
Polski pracodawca potrzebujący kilkudziesięciu osób dzisiaj nie rozwiązuje problemu informacją, że potencjalny kandydat będzie mógł rozpocząć pracę za kilka miesięcy.
Nowe zasady dotyczące Kolumbii, Gruzji i Wenezueli nie zamknęły możliwości legalnego zatrudniania obywateli tych państw. Znacząco zmieniły jednak czas, sposób i ryzyko planowania nowych rekrutacji.
I właśnie to – bardziej niż sama treść rozporządzenia – przedsiębiorcy zaczynają obecnie odczuwać w praktyce.












