Aktualne Pracownicy z Azji

„Dom to miejsce, które sam tworzysz”. Historia Shahina z Bangladeszu

  • 24 lutego, 2026
  • 10 min read
  • 199 Views
„Dom to miejsce, które sam tworzysz”. Historia Shahina z Bangladeszu

Shahin z natury jest człowiekiem spokojnym – otacza go aura opanowania, która od razu budzi sympatię. Mówi spokojnie, czasem się zastanawia, z wyczuciem dobiera słowa. Właśnie ta ostrożność w formułowaniu myśli sprawia, że jego opowieść wybrzmiewa znacznie mocniej. Nie jest to bowiem historia o spektakularnym awansie społecznym, lecz o długim procesie dojrzewania do decyzji, które zmieniają całe życie.

Ma 32 lata. Do Europy przyjechał w 2013 roku, mając zaledwie 19 lat. Wyjazd z Bangladeszu nie był spontaniczną ucieczką, lecz przemyślaną decyzją młodego człowieka, który wiedział, że jeśli chce czegoś więcej niż lokalnych ograniczeń i ogromnej konkurencji, musi wyjść poza znany mu świat. O swoim kraju mówi bez wstydu, ale i bez złudzeń – to miejsce o wielkim potencjale, lecz z ograniczonymi możliwościami dla ambitnej, młodej osoby bez silnych koneksji. Europa była dla niego przestrzenią wyboru, a nie przymusu.

Niemcy – szkoła samodzielności

Pierwszym krajem były Niemcy. Nie dlatego, że były „najłatwiejsze”, ale dlatego, że widział w nich realną perspektywę na edukację. Shahin zaczynał od nauki języka – od podstaw, przechodząc kolejne poziomy, aż do certyfikatów, które pozwalały mu studiować. Uczył się nie tylko niemieckiego, ale też całego systemu – administracji, formalności oraz zasad funkcjonowania uczelni i rynku pracy.

Studia w Dortmundzie, później w innych miastach, były dla niego czymś więcej niż edukacją – stanowiły prawdziwy test wytrzymałości. Musiał pracować, by się utrzymać, i odnaleźć się w społeczeństwie, które nie zawsze było otwarte na młodego mężczyznę z Azji Południowej. To w Niemczech po raz pierwszy doświadczył prawdziwego szoku kulturowego – nie tylko inna pogoda czy kuchnia, ale inny sposób budowania relacji, większy dystans i inne poczucie prywatności.

Czytaj też: Od Filipin poprzez Japonię aż po Polskę – inspirująca droga Mylene i Christilyn

– Pierwszy krok? Język. Nieważne, jaki masz kolor skóry. Jeśli chcesz być częścią społeczeństwa, musisz znać język – tłumaczy. Ale to tylko początek. Shahin powtarza jak mantrę słowo „szacunek”. – Ucz się języka, bądź uprzejmy, szanuj starszych, szanuj kulturę, szanuj opinie innych, nawet jeśli się z nimi nie zgadzasz.

Ten okres ukształtował jego podejście do migracji. Zrozumiał, że jeśli chce dobrze funkcjonować w Europie, musi nauczyć się adaptacji – ale takiej, która nie oznacza utraty własnej tożsamości. Właśnie wtedy zaczął budować w sobie przekonanie, że integracja nie polega na kopiowaniu, lecz na świadomym wchodzeniu w nowe środowisko.

Dlaczego Polska?

Mógł zostać w Niemczech – znał już język, miał doświadczenie i poznał realia życia w obcym kraju. Jednak w jego życiu ważną rolę odegrał starszy kuzyn, który przeprowadził się do Polski i opowiadał o możliwościach, jakie tutaj dostrzega. Dla Shahina był kimś więcej niż członkiem rodziny – stał się czymś w rodzaju życiowego drogowskazu. Kiedy ktoś, komu ufasz, mówi: „tu warto spróbować”, zaczynasz inaczej patrzeć na mapę.

Decyzja o przeprowadzce do Polski w 2018 roku była więc połączeniem zaufania i racjonalnej kalkulacji. Z jednej strony chęć spróbowania czegoś nowego, z drugiej – świadomość, że polski rynek pracy dynamicznie się rozwija i coraz szerzej otwiera na cudzoziemców. Nie spodziewał się jednak, że czeka go kolejny, równie silny szok kulturowy.

Polska okazała się inna niż Niemcy. Mniej formalna w niektórych sferach, ale bardziej zachowawcza w relacjach międzyludzkich. Ludzie potrzebowali więcej czasu, żeby obdarzyć zaufaniem. Uśmiech nie pojawiał się od razu. Shahin nie odebrał tego jednak jako wrogości. Traktował to raczej jako różnicę temperamentu narodowego, którą należy najpierw zrozumieć, zanim się ją oceni.

– Jeśli ktoś ma negatywną opinię o migracji, nie bądź agresywny. Powiedz: rozumiem, że masz swoje doświadczenia. Ja mogę pokazać inne przykłady.

W jego podejściu nie ma naiwności. Wie, że nie wszyscy zaakceptują go od razu. – Nie oczekuj cudu, że stanie się to w jeden dzień.

Praca i poznawanie kraju od podstaw

Zaczynał od pracy jako kierowca u przedsiębiorcy. Dla wielu osób w Polsce, szczególnie tych urodzonych jeszcze w ubiegłym stuleciu, podjęcie takiej pracy mimo wykształcenia wyższego byłoby krokiem wstecz. Dla niego był to czysto pragmatyczny wybór. Chciał wejść na rynek pracy, lepiej poznać kraj i zbudować kontakty. Ta praca dała mu coś więcej niż tylko wynagrodzenie – pozwoliła zobaczyć Polskę „od środka”.

Podróżował po kraju, odwiedzał różne miasta i poznawał różne środowiska biznesowe. Dzięki temu szybciej zrozumiał specyfikę regionów, mentalność ludzi oraz różnice między dużymi ośrodkami a mniejszymi miejscowościami. To doświadczenie ugruntowało jego przekonanie, że nie można oceniać kraju wyłącznie na podstawie jednego miasta czy jednej sytuacji.

W międzyczasie przyszła konfrontacja z polską biurokracją. Składanie wniosków o kartę pobytu, długie oczekiwanie, miesiące niepewności. Dla osoby, która chce planować życie, rok czy dwa lata w zawieszeniu to ogromne obciążenie psychiczne. Shahin mówi o tym spokojnie, ale w jego słowach czuć doświadczenie kogoś, kto nauczył się cierpliwości w praktyce.

Język jako fundament

Kiedy mówi o radach dla innych cudzoziemców, nie zaczyna od pracy ani pieniędzy. Zaczyna od języka. Dla niego to fundament integracji, a nie tylko narzędzie komunikacji. Bez języka – tłumaczy – pozostajesz na marginesie. Możesz funkcjonować zawodowo, ale trudno wejść w relacje, zrozumieć niuanse kulturowe i poczuć się częścią społeczeństwa.

To podejście wynika z jego własnych doświadczeń w Niemczech i Polsce. W obu krajach zobaczył, że znajomość języka zmienia sposób, w jaki jesteś postrzegany. Z obcego stajesz się „kimś, kto się stara”. A to otwiera drzwi.

Drugim filarem jest szacunek. Shahin podkreśla, że migrant nie może przyjechać z roszczeniem. Trzeba rozmawiać, tłumaczyć, pokazywać swoją postawą, że jest się częścią rozwiązania, a nie problemu. Podziwiam jego postawę świadomej odpowiedzialności. Chyba w każdym z nas czasem pojawia się to uczucie, potrzeba zmiany świata od razu, w całości, tu i teraz. Chęć wykonania jakiegoś wielkiego gestu, który wyczaruje lepszą rzeczywistość. Shahin jest znacznie bardziej zachowawczy – w tym, co mówi, słychać, że zdaje sobie sprawę, iż podróż tysiąca mil zaczyna się od pierwszego kroku. A wielka zmiana zaczyna się od tych najdrobniejszych.

Zmiana mentalności – najtrudniejszy etap

Najciekawsze w jego historii jest to, jak dużo mówi o zmianie myślenia. Według niego największą przeszkodą nie jest dyskryminacja czy formalności, ale zamknięcie się w porównywaniu wszystkiego do kraju pochodzenia.

– Jeśli przyjeżdżasz do innego kraju z myślą: u mnie w kraju było tak, więc tu też będzie tak samo, to tylko utkniesz w pętli – wyjaśnia. – Będziesz myśleć, że nikt cię nie lubi, że wszyscy patrzą na ciebie inaczej.

 

Shahin nie wypiera się swoich bangladeskich korzeni. Mówi o tym bez owijania w bawełnę: to część niego, której nie zamierza się wyrzekać. Równocześnie jest przekonany, że nowe miejsce zamieszkania daje możliwość wypracowania własnych zasad życia. Dom to przecież nie tylko ziemia, na której się przyszło na świat – domem staje się każda przestrzeń zbudowana z relacji, codziennej pracy i świadomych wyborów.

Ta życiowa mądrość nie pojawiła się z dnia na dzień. To efekt lat funkcjonowania w różnych rzeczywistościach, przyglądania się otoczeniu, popełniania błędów i przechodzenia przez momenty zwątpienia. Dziś Shahin opowiada o tym z perspektywy kogoś, kto przebył długą drogę – od pełnego zapału studenta do świadomego, dojrzałego człowieka żyjącego na emigracji.

Polska jako przemyślana decyzja

Polska nie jest dla niego chwilowym etapem. To wybór, za którym stoją konkretne powody: narzeczona, przyjaciele, lata zawodowych doświadczeń. Nie zamyka sobie drogi na przyszłość i nie wyklucza ewentualnej przeprowadzki, ale jeśli myśli o Europie, to właśnie Polska jest na pierwszym miejscu.

Docenia zwykłą codzienność: polską kuchnię, letni klimat, rytm zmieniających się pór roku. Zauważa, że wraz z nadejściem lata ludzie stają się bardziej otwarci i skorzy do rozmów. Dla kogoś wychowanego w Azji Południowej, gdzie zarówno klimat, jak i sposób okazywania emocji wyglądają zupełnie inaczej, to trafna i interesująca obserwacja. Świadczy też o tym, jak uważnie przygląda się otoczeniu. Przy okazji sam zaczynam zastanawiać się, czy moje własne nastawienie zmienia się w zależności od długości dnia. Być może to coś, z czym wszyscy żyjemy na co dzień, ale właśnie dlatego tego nie dostrzegamy. Potrzeba spojrzenia z zewnątrz – takiego jak Shahina – żeby zobaczyć siebie wyraźniej.

Skoro przy rozmowie pojawił się wątek jedzenia, nie mogłem nie zapytać o ulubione polskie potrawy. To pytanie, które zawsze zadaję – i które niemal zawsze mnie zaskakuje odpowiedzią.

– Rosół. Uwielbiam polski rosół. I kotlety mielone, takie tradycyjne, domowe – mówi Shahin. – A na deser babka. Choć latem mam innego faworyta: polskie czereśnie, prosto od sprzedawcy, tak świeże, że ich zapach czuć już z kilku metrów.

Wygląda na to, że gdyby Shahin połączył siły z Retno, mogliby spokojnie prowadzić udaną polską restaurację. Robi na mnie wrażenie, jak polska klasyka – ta powszechnie lubiana i ta nieco bardziej dzieląca opinie – potrafi tak szybko i naturalnie znaleźć stałe miejsce w cudzym jadłospisie.

Czytaj też: Retno: Dla migrantów chcę być jak starsza siostra

Dwie strony tej samej historii

Historia Shahina jest ciekawa nie tylko dla innych migrantów. Dla Polaków może być przypomnieniem, że za danymi statystycznymi na temat migracji kryją się konkretne ludzkie biografie – pełne decyzji, ryzyka i wyrzeczeń. To nie są bezosobowe „zasoby ludzkie”, lecz ludzie, którzy zmienili w swoim życiu więcej, niż większość z nas jest w stanie sobie wyobrazić.

Jego podejście – nauka języka, szacunek dla lokalnych zwyczajów, cierpliwość i otwartość na zmianę – nie jest wynikiem naiwności ani chęci przypodobania się otoczeniu. Wynika z doświadczenia życia w kilku kulturach i ze zrozumienia, że integracja to proces, który trwa latami i opiera się na codziennym wysiłku, nie na jednorazowym geście. Wynika też z głębokiego przekonania, że nie przyjechał – ani do Niemiec, ani do Polski – po to, by cokolwiek zmieniać w tych krajach. Ani po to, by stać się Niemcem czy Polakiem. Słyszę to wyraźnie w jego słowach: Shahin chce pozostać sobą – kimś, kto wnosi do większej całości coś własnego i niepowtarzalnego, nie zatracając przy tym własnej tożsamości, lecz wzbogacając ją o nowe doświadczenia.

Shahin mówi jak ktoś, kto świadomie wybrał trudniejszą ścieżkę, bo zależało mu na zbudowaniu czegoś naprawdę swojego. I właśnie dlatego jego historia tak mocno zostaje w pamięci – bo przypomina, że dom to nie jest coś, co się dostaje. To coś, co się tworzy.

Rozmowę przeprowadził Michał Woyczyński

Rozmowę przeprowadził Michał Woyczyński

About Author

Michał Woyczyński