Hej, słuchaj, muszę ci opowiedzieć, co się dzieje w Wałbrzychu! Byłem ostatnio w okolicy i zahaczyłem o jeden z tamtejszych zakładów mięsnych – no i powiem ci, to, co tam zobaczyłem, to jest coś! Ten zakład rośnie w siłę jak szalony, a wszystko dzięki ekipie z Indii, którą sprowadziła agencja pracy z Wrocławia, Worksol. Serio, to historia, która pokazuje, jak można ogarnąć problem braku ludzi do roboty i jeszcze przy tym wszystkim stworzyć fajną, międzynarodową atmosferę.
Wyobraź sobie: Wałbrzych, miasto, które od lat ma swój przemysłowy klimat, ale w zakładach mięsnych, jak w wielu innych miejscach, zaczęło brakować rąk do pracy. Rozbiór mięsa to nie jest lekka robota – wymaga precyzji, siły i doświadczenia, a lokalnie coraz trudniej było znaleźć ludzi, którzy chcieliby się tego podjąć. No i tu wchodzi Worksol, który mówi: „Spokojnie, mamy rozwiązanie”. Sprowadzili grupę pracowników z Indii, którzy okazali się strzałem w dziesiątkę. Rozmawiałem z kierownikiem zakładu i ten gość był w szoku, jak szybko ci ludzie się wdrożyli. Mówił, że są mega dokładni, a do tego mają takie podejście, że robota im się pali w rękach.

Jak to wszystko się zaczęło? Zakład miał problem, bo zamówienia rosły, a ludzi brakowało. Klienci, w tym sporo zagranicznych, cisnęli, żeby dostawy były na czas, a linie produkcyjne czasem stały, bo nie było komu robić. Worksol wzięło się za temat po swojemu – najpierw dokładnie sprawdzili, czego zakład potrzebuje, a potem zaczęli szukać ludzi za granicą. Wybór padł na Indie, bo tam jest sporo osób z doświadczeniem w pracy przy przetwórstwie żywności. No i ci goście, którzy przyjechali, to nie są przypadkowi ludzie – wielu z nich już wcześniej pracowało w podobnych branżach, więc wiedzieli, z czym to się je.
Co mnie najbardziej zaskoczyło, to jak Worksol ogarnęło cały proces. Nie chodziło tylko o to, żeby ściągnąć ludzi i powiedzieć: „No, to róbcie”. Załatwili wizy, pozwolenia na pracę, zorganizowali transport, a nawet zadbali o to, żeby ci pracownicy z Indii mieli jakieś podstawowe lekcje polskiego i szkolenia z zasad BHP. Rozmawiałem z jednym z pracowników, nazywał się Rajesh, i mówił, że na początku bał się, jak to będzie, bo to jego pierwsza praca za granicą. Ale dzięki temu, że Worksol pomogło im się zaaklimatyzować, szybko poczuł się na miejscu. Powiedział, że ludzie w Wałbrzychu są mili, a koledzy z pracy pokazali mu, gdzie można zjeść dobrego pieroga – śmiał się, że to teraz jego ulubione danie!

No i teraz najlepsze – efekty. Zakład, odkąd zatrudnił tych ludzi z Indii, zwiększył produkcję o jakieś 30%. Serio, to nie są żarty! Zamówienia, które kiedyś zalegały, teraz idą jak z płatka. Klienci są zadowoleni, bo jakość mięsa jest na najwyższym poziomie – a to zasługa tego, że ci pracownicy z Indii mają jakieś wrodzone wyczucie do precyzyjnej roboty. Kierownik mówił, że ich technika rozbioru jest tak dobra, że nawet miejscowi pracownicy zaczęli się od nich uczyć nowych trików. A do tego wszystkiego zakład zaczął eksportować więcej do Niemiec i Holandii, bo dzięki większej ekipie mogą brać większe zlecenia.
Ale to nie tylko o biznesie chodzi. Wiesz, co jest super? Że ci ludzie z Indii wnieśli do Wałbrzycha trochę swojej kultury. Worksol zorganizowało takie spotkanie, gdzie pracownicy pokazali, jak wygląda indyjskie jedzenie – curry, ryż, te sprawy. Byłem na jednym takim evencie i powiem ci, że to było coś! Ludzie z zakładu i mieszkańcy Wałbrzycha przyszli, spróbowali indyjskich smaków, a nawet nauczyli się kilku słów w hindi. To buduje taką fajną atmosferę, że wszyscy czują się częścią jednej ekipy, niezależnie skąd są.

Worksol już myśli, co dalej. Słyszałem, że planują sprowadzić więcej ludzi, nie tylko z Indii, ale może też z innych krajów, żeby jeszcze bardziej rozkręcić wałbrzyskie firmy. I wiesz co? To działa jak domino – jak jeden zakład rośnie, to i inne biznesy w okolicy mają się lepiej, bo jest więcej pracy, więcej zamówień, więcej życia. Dla mnie to jest przykład, jak można wziąć problem, czyli brak ludzi, i zamienić go w coś, co daje kopa całemu miastu.
Szczerze, jak patrzyłem na to wszystko, to pomyślałem, że Wałbrzych ma szczęście, że trafił na taką agencję jak Worksol. Bez nich ten zakład pewnie dalej by się męczył z brakiem ludzi, a tak – proszę, mamy ekipę z Indii, która robi robotę na najwyższym poziomie, i jeszcze wszyscy się z tego cieszą. To jest historia, która pokazuje, że jak się chce, to można zrobić coś wielkiego, nawet w takim miejscu jak Wałbrzych. Następnym razem, jak będziesz w okolicy, wpadnij do tego zakładu – może akurat spróbujesz indyjskiego curry na stołówce!