Według danych GUS, w 2024 roku sektor transportu i gospodarki magazynowej zatrudniał w Polsce ponad 926 tys. osób. To jedna z największych gałęzi rynku pracy, obejmująca zarówno kierowców, operatorów logistycznych i magazynierów, jak i pracowników sortowni, fulfillmentu czy dystrybucji. Jednocześnie, jak wskazują analizy branżowe cytowane przez Logistyczny.com i Grupę Progres, sektor ten nadal zmaga się z tysiącami wakatów, a niedobory dotyczą szczególnie kierowców, magazynierów i pracowników operacyjnych. W IV kwartale 2024 roku w samym sektorze pozostawało około 9,6 tys. nieobsadzonych miejsc pracy.
Rozwój e-commerce zmienił logistykę z zaplecza handlu w jeden z kluczowych filarów gospodarki cyfrowej. Magazyny i centra logistyczne nie są już wyłącznie miejscem składowania – stały się wysoko intensywnymi operacyjnie centrami realizacji zamówień, w których liczy się szybkość kompletacji, terminowość dostaw, elastyczność sezonowa i zdolność do pracy ciągłej.
Model dostaw „next day”, „same day delivery”, marketplace’y oraz sezonowe piki sprzedażowe sprawiają, że zapotrzebowanie na ludzi nie maleje nawet mimo inwestycji w technologię. Problem polega na tym, że popyt na pracowników operacyjnych rośnie szybciej niż lokalny rynek jest w stanie go stabilnie zaspokajać.
Jeszcze kilka lat temu niedobory kadrowe tłumaczono głównie niskim bezrobociem. Dziś sytuacja jest bardziej złożona. Polska zmaga się jednocześnie z kilkoma nakładającymi się procesami.
Po pierwsze – demografia. Malejąca liczba osób w wieku produkcyjnym ogranicza pulę potencjalnych kandydatów do pracy fizycznej i zmianowej.
Po drugie – zmiana aspiracji zawodowych. Coraz większa część polskich pracowników unika pracy uznawanej za ciężką fizycznie, powtarzalną lub wymagającą pracy nocnej i weekendowej. Magazyny, sortownie czy transport często przegrywają konkurencję o pracownika z sektorami oferującymi większą przewidywalność lub mniej obciążające warunki.
Po trzecie – geografia inwestycji. Wiele centrów logistycznych rozwija się poza największymi aglomeracjami, gdzie lokalne zasoby kadrowe bywają ograniczone, a mobilność pracowników pozostaje niewystarczająca.
Po czwarte – rotacja. W wielu przypadkach praca magazynowa czy logistyczna traktowana jest jako przejściowa, co zwiększa koszty rekrutacji i destabilizuje operacje.
W debacie o przyszłości logistyki często pojawia się teza, że automatyzacja i sztuczna inteligencja rozwiążą problem niedoborów kadrowych. W praktyce sytuacja jest bardziej skomplikowana.
Systemy WMS, roboty magazynowe, automatyczne sortownie, predykcyjne planowanie zapasów czy AI optymalizujące trasy realnie zwiększają wydajność. Pomagają ograniczać błędy, poprawiają zarządzanie przestrzenią i redukują część prostych, powtarzalnych zadań.
Jednak obecnie technologia przede wszystkim wspiera człowieka – nie zastępuje go w pełni. Kompletacja zamówień, pakowanie, załadunek, obsługa sezonowych wzrostów wolumenu, kontrola jakości czy transport drogowy nadal wymagają dużej liczby pracowników. Nawet najbardziej zaawansowane magazyny pozostają zależne od personelu operacyjnego.
W transporcie ograniczenia są jeszcze większe. Kierowcy zawodowi nie mogą zostać szybko zastąpieni przez autonomiczne pojazdy, a dodatkowo sektor już dziś cierpi na poważny deficyt. Według analiz branżowych w Polsce może brakować około 120 tys. kierowców, a problem będzie się pogłębiał wraz ze starzeniem kadry.
Właśnie dlatego rekrutacja zagraniczna staje się dla wielu firm koniecznością, a nie jedynie opcją. Polska w ciągu ostatniej dekady przeszła istotną transformację – z kraju emigracyjnego do jednego z największych rynków pracy dla migrantów w regionie.
Z danych ZUS przytaczanych przez Portal TSL wynika, że liczba cudzoziemców objętych ubezpieczeniami społecznymi wzrosła z 184,2 tys. w 2015 roku do niemal 1,193 mln w grudniu 2024 roku. To ponad sześciokrotny wzrost w ciągu dekady. Jednocześnie GUS wskazywał, że w lipcu 2025 roku pracę w Polsce wykonywało około 1,1 mln cudzoziemców.
Choć dane te obejmują całą gospodarkę, branże przemysłowe, logistyczne i transportowe są regularnie wskazywane jako jedne z kluczowych sektorów absorpcji zagranicznej siły roboczej. Raporty Grupy Progres wskazywały również, że produkcja, logistyka, magazyny, handel i transport należą do obszarów największego zainteresowania pracowników z Azji i Afryki.
Przez lata głównym zapleczem kadrowym były Ukraina i Białoruś. Jednak wojna, zmiany migracyjne oraz konkurencja innych państw UE doprowadziły do większej dywersyfikacji kierunków. Coraz częściej firmy analizują potencjał kandydatów z Azji Centralnej, Kaukazu, Nepalu, Indii czy Filipin. Warto jednak zachować ostrożność – szczegółowe dane sektorowe dotyczące dokładnego udziału poszczególnych narodowości w konkretnych segmentach TSL są ograniczone, dlatego bardziej wiarygodne jest mówienie o trendzie dywersyfikacji niż o jednoznacznej dominacji nowych kierunków.
Sama dostępność kandydatów zagranicznych nie oznacza automatycznego rozwiązania problemu. Jedną z największych barier pozostaje przewlekłość procesów wizowych i legalizacyjnych.
Dla magazynów oznacza to opóźnienia kadrowe. Dla transportu sytuacja jest jeszcze trudniejsza, ponieważ oprócz legalizacji pobytu dochodzą często:
W praktyce czas od rekrutacji do pełnej gotowości operacyjnej pracownika może wynosić wiele miesięcy. Dla branży funkcjonującej na wysokiej dynamice oznacza to strategiczny problem.
Najbardziej realistyczny scenariusz dla najbliższych lat nie zakłada wyboru między technologią a migracją. Zakłada ich współistnienie.
Automatyzacja będzie zwiększać produktywność. AI będzie poprawiać planowanie. Robotyzacja ograniczy część prostych procesów. Ale bez pracowników – szczególnie operacyjnych i transportowych – branża nadal nie utrzyma skali działania.
Polska branża magazynowa, e-commerce i centra logistyczne funkcjonują dziś w rzeczywistości, w której lokalny rynek pracy coraz częściej nie zapewnia wystarczającej podaży kadr, a technologia nie eliminuje potrzeby zatrudniania ludzi.
To właśnie dlatego rekrutacja zagraniczna staje się jednym z najważniejszych narzędzi stabilizacji sektora. Nie dlatego, że firmy preferują zagranicznych pracowników ponad lokalnych, lecz dlatego, że przy obecnej strukturze demograficznej, skali rozwoju gospodarki cyfrowej i tempie wzrostu logistyki coraz częściej nie mają realnej alternatywy.
Kluczowe pytanie brzmi więc nie tylko, czy Polska potrzebuje pracowników zagranicznych, ale czy będzie potrafiła stworzyć system pozwalający skutecznie i przewidywalnie pozyskiwać ich na czas – zanim rozwój sektora zacznie przegrywać z ograniczeniami rynku pracy i biurokracji.